Obserwatorzy

piątek, 31 marca 2017

Biskup malowany

Uf! Zdążyłam :-)
A skoro niemalże w ostatniej chwil to postaram się króciutko i szybko żebym jeszcze zdążyła do Was pozaglądać.
Jakoś na koniec lutego miałam potrzebę potrzebę posiadania przenośnej toaletki z lusterkiem żeby móc ją zabrać ze sobą z wyposażeniem do pracy w razie jakiś ważnych wyjść popołudniowych.
Taka toaletka walała się u mnie w domu już od wielu miesięcy ale zniszczona i nie nadająca się do użytku dlatego ten lutowy dzień pogonił mnie to wzięcia się za jej odnowę i ozdobę, a Danusia jak zwykle przyszła z kolorem :-) 
Malusieńka skrzyneczka którą powinnam zrobić w kilka dni zajęła m cały miesiąc. Skończyłam ją dwa dni temu, ale jakoś pogoda u nas nie dopisuje i w oczekiwaniu na słońce pisanie posta się cały czas przedłużało. No ale dzisiaj już dłużej - z wiadomych względów - czekać nie mogłam więc muszę się obyć kiepskimi zdjęciami.





 Oczywiście jak zwykle mały tutorial przy okazji jak nakładać piętrowe szablony (no przecież bez szablonów by się nie obyło)
Oto toaletkowa skrzyneczka przed:


Tak właśnie wyglądała, a ja ją tylko porządnie umyłam i odtłuściłam przed przystąpieniem do pracy.
No i zaczęłam nakładać szablony szpachlą do drewna.




Szablon mocujemy taśmą malarską żeby w trakcie pracy nie przesuwał się.


i małą plastikową szpachelką nakładamy szpachel




ściągamy szablon i myjemy go od razu zanim szpachla zaschnie.
Następnego dnia jak szpachel dobrze wyschnie i stwardnieje przecieramy leciutko papierem ściernym.


i odpylamy wilgotną szmatką.


 Przykładamy drugą część szablonu i nakładamy kolejną warstwę.







Po wyschnięciu przecieramy i odpylamy, i nakładamy koleją warstwę.




Po wyschnięciu przecieramy i odpylamy i nakładamy ostatnią warstwę.




Szablon nakłada się prosto i szybko, ale trochę trzeba odczekać żeby szpachla wyschła zanim położy się następną warstwę. W ciągu jednego dnia można położyć najwyżej 2 warstwy szpachli.

Po wyschnięciu ostatniej warstwy oczywiście szlifujemy, wyrównujemy papierem ściernym całość i odpylamy przecierając wilgotną szmatką.
I tak przygotowane cokolwiek można malować :-)


W takcie malowania nie mam zdjęć więc tylko opowiem.
Najpierw całość pomalowałam kolorem zielonego jabłuszka, które w mojej palecie nosi nazwę zielony groszek:-)
Na wyschnięcie farby nie trzeba czekać aż tak długo jak szpachli.
Druga warstwa farby to cyklamen, ale nie taki od razu z puszki bo przecież Danusia biskupa sobie wymyśliła, więc cyklamen musiałam podrasować i przeskoczyć z kwiatka na kwiatek. Odcień wyszedł mi idealnie jak rasowy purpurat i pociągnęłam drugą warstwę na pudełeczko.
Jak już farby wyschły poprzecierałam to gąbką ścierną i zabezpieczyłam różowym woskiem.

Pozostał środek.
Ale na ten moment miałam już dość purpuratów, bo jakoś kolor ten w żaden sposób mi nie leży ani w szafie, ani na meblach, ani drobnych przedmiotach w formie toaletek. W kolorze tym trawię tylko i wyłącznie kwiaty - purpurowe kwiaty to zupełnie inna bajka :-)Ponieważ do środka będę zaglądać tylko ja to po stoczonej wojnie z samą sobą pomalowałam środek kolorem pudrowy róż i zrobiłam transfer ważki z purpurowymi skrzydełkami :-)




Jeszcze kilka ujęć toaletki






I obowiązkowy banerek zabawy u Danusi
 

czwartek, 23 lutego 2017

Drukowane papugi :-)

Dla mnie to jest szok!
Do końca miesiąca jeszcze troszkę, a ja już drugiego posta piszę :-)
Chyba temat mi bardzo podpasował i kolory oczywiście też.
Właściwie to dwa tematy, albo jeden temat i dwa kolory?
No nie będę się nad tym zastanawiać bo już sama się pogubiłam :-)
Bardzo, ale to bardzo spodobała mi się technika print room i mam mnóstwo pomysłów na nią tylko za mało czasu. A Danusia zadała w tym miesiącu fantastyczne kolory więc dwoję się i troję żeby zdążyć i jak widać udało się :-)!


Rozpisywać się dzisiaj za dużo nie będę o tym co i jak. Powiem tylko, że na tę okazję wymyśliła specjalny szablon i mam zamiar wykorzystać ten sposób na meblach.
Kolory w stylu papugi nr 2 są przepiękne i oczywiście moje ulubione. Kilka dni temu zastanawiałam się jaki jest mój ulubiony, albo jakiego nie lubię i nie umiałam sobie na to odpowiedzieć - ja po prostu lubię kolory.
No dobra już nic nie gadam. 
Pooglądajcie sobie moją kolejną interpretację PRINT ROOM w papuzim kolorze:


Chciałabym tylko nabrać wprawy żeby wychodziło idealnie :-)



Oczywiście banerki:



I Reni


 

piątek, 10 lutego 2017

Dwie pieczenie na jednym ogniu

Co miesiąc z niecierpliwością czekan na pierwszy dzień miesiąca żeby sprawdzić jaki będzie kolor zadany przez Danuśkę.
1 lutego z wypiekami na twarzy biegnę jak zwykle na jej bloga, odkrywam nowy kolor i zaczynam sobie w głowie układać plan na bieżący miesiąc.
Zamyślona ciągle jakoś po drodze wpadam jeszcze na bloga Reni rzucam niedbale okiem i oko zaczyna mi się otwierać coraz szerzej. Wspólna nauka decu trwa i zaczął się właśnie 21 krok.
Temat spodobał mi się bardzo i mój lutowy plan w głowie ułożył się natychmiast. Od razu wiedziałam co zrobię i w jakich kolorach żeby połączyć obie zabawy.
I tak przedstawiam Wam moją własną interpretację "Print room". 


Do tej pory nigdy niczego nie robiłam tą techniką i nawet nie wiedziałam, że to się tak właśnie nazywa. Ale sposób zdobienia bardzo mi się spodobał i rano jak przyszłam do pracowni od razu zabrałam się do realizacji mojej wizji. 
Ale po kolei:
Jeszcze wieczorem ruszyłam na poszukiwanie doniczki, którą pamiętałam, że na pewno musi gdzieś w domu być.





Jak już doniczkę znalazłam, wymierzyłam ją dokładnie i zrobiłam projekt szablonu, który rano od razu wycięłam.





 Na szablon nałożyłam szpachel do drewna - kolor nie miał dla mnie żadnego znaczenia.


Najpierw na jedną połowę doniczki, a potem (nie miałam cierpliwości czekać aż szpachel całkowicie wyschnie) na drugą połowę. 


Jak już wzór strukturalny był wokół całej doniczki pozostało mi tym razem poczekać aż dobrze wyschnie. Jak już szpachla wyschła, następnego dnia zaczęłam malowanie.


Na górę doniczki poszedł kolor żółty czyli Kwaśna cytryna.
 

Jak farba podeschła małym pędzelkiem obrysowałam kontury poniżej szablonu nowym, zielonym kolorem - Zielona wiosna.


Następnie większym pędzelkiem domalowałam resztę doniczki


 I znowu pozostało czekanie aż farba podeschnie


 Jak już wyschła znowu przyłożyłam szablon i pociągnęłam białą farbą wzór - tym razem użyłam Vintage


Kiedy już wszystkie kolory były nałożone, wzór pobielony pozostało tylko chwycić za najmniejszy pędzelek i uczynić coś żeby wzór szablonu przypominał druk.

 Więc tym najmniejszym pędzelkiem obrysowałam kontury wypukłego wzoru szablonu i nieco w środku żeby chociaż trochę przypominało naklejoną grafikę.

 Na koniec pozostało tylko zabezpieczyć całość - użyłam do tego celu matowego lakieru


Wszystkie produkty jakich użyłam do ozdobienia doniczki:





I tak doniczka idealnie pasuje do mojej zielono żółtej kuchni :-)
Jeszcze tylko nie wiem czy będę w niej trzymać swoje wiecznie kwitnące storczyki, czy może przybory kuchenne

 



Czy lubię te papuzie kolory? No jakże by nie skoro nawet kuchnię mam właśnie taką :-) 

Print room w papuzich kolorach oddaję żabie u Danusi 

 
  
i Decoupage krok po kroku u Reni 

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Diabelskie szarości w anielskiej oprawie

Oglądałam kiedyś film jakiś amerykański. Nie pamiętam oczywiście tytułu, pamiętam tylko, że był chyba katastroficzny, ale jak to była katastrofa to też nie pamiętam. Bo jak tak filmy zawsze oglądam nawet nie jednym okiem. Ale za to pamiętam jedną sceną jak bohater ustawił sobie na środku salonu Wieżę Diabła i nawet żona z tego powodu od niego odeszła. A potem ta żona zobaczyła w TV, tą górę którą mąż ustawił na środku salonu i uwierzyła, że on tego nie wymyślił tylko taka góra na prawdę istnieje. To tak prawie pamiętam z tego filmu. A to co pamiętam najbardziej to moje ogromne zdziwienie, że niby amerykanie, a nie znają swojej własnej, słynnej i niezwykłej góry.
Ale nie o górze ma być rzecz tylko o kolorach. Bo to już przecież 3 rok Danusiowych kolorków za co jestem jej wdzięczna bo mobilizuje mnie do pracy i przynajmniej raz w miesiącu mogę z Wami się spotkać :-)
Zajżałam dzisiaj na Danusi stronę żeby skopiować zdjęcie tematu i umieścić na swojej stronie i nieco zdębiałam.
Cały miesiąc pracowałam nad szarą komodą żeby zdążyć na czas i napisać posta. Komoda i milutkich, jaśniutkich, szarutkich kolorach, a na banerku napis: DIABELSKIE SZAROŚCI.
Komoda diablo nijak nie wygląda, a drugiej do jutra zrobić za cholerę nie zdążę - tym bardziej, że ta jeszcze tak nie do końca skończona. 
No cóż! Będzie rozanielony diabeł i już.


Ale po kolei.
Stylizowana by China komoda była mocno zniszczona, popękana i poobdzierana. Po nałożeniu ogromnych ilości szpachli do drewna - synek mój, bez którego za nic nie zrobiłabym komody na czas - ładnie ją wyszlifował i wyrównał.



Jak już wszystko było ładnie przygotowane, pomalowałam komodę pierwszą warstwą farby kredowej szary świt.


Jak przeczytałam dzisiaj temat to pomyślałam, że to właśnie ten kolor powinien być na wierzchu. No ale już trudno - nie zmienię tego.
Na to poszedł kolor vintage - czyli taki chłodny biały przełamany kroplą szarości (mówimy na to brudny biały).



I na koniec poszła poranna mgła, ale już nie na całości



Następny etap to przecierki, żeby wyciągnąć na światło dzienne, ukryty na samym spodzie "szary świt".



Na koniec, żaby stylizacji stało się za dość w najjaśniejszych miejscach komodę spatynowałam grafitowym woskiem.


O tym jak patynować meble, jak tylko obrobię filmik to w późniejszym terminie dodam. A na dzisiaj gotowa komoda spatynowana i zawoskowana w całości bezbarwnym woskiem w celu zabezpieczenia farby i nadaniu pięknego, satynowego połysku :-)




I to byłby koniec gdyby nie to, że w zadaniu był jeszcze jeden dodatkowy, obowiązkowy kolor - czerwony lub żółty.
Ja postawiłam na żółty czyli kwaśna cytryna :-)


Uwielbiam szarości pod każdą postacią. Uwielbiam szarości w szafie i na szafie. Swoją sypialnię mam właśnie w szarościach ale w wersji z różowym. Szary z cytryną to również połączenie które czasami mnie inspiruje.

Jeszcze tylko banerek zabawowy


Mam nadzieję, że Wam się spodoba.