Obserwatorzy

sobota, 7 marca 2015

Komoda z marmurowym czarnozielonym blatem

Komoda art deco z marmurowym czarnozielonym blatem


 

A tak wyglądała przed zrobieniem. Była ciemna - prawie czarna. 
Na tym zdjęciu akurat świeciło słońce więc wydaje się być prawie brązowa:) 
Nie lubiłam jej i obmyślałam plan jak się tego czarnego grata pozbyć. Intensywnie przeglądałam strony internetowe w poszukiwaniu czegoś w zastępstwie. 
Aż zaczęliśmy remont mieszkania. Że już i tak był bałagan i pełno kurzu to postanowiłam wyremontować również meble. 
Remont mieszkania już dawno się skończył, a remont mebli ciągle trwa. 


Lecz nie ten mebel był pierwszym jaki zrobiłam.
Na pierwszy ogień poszedł największy mebel jaki miałam w domu - bo niby dlaczego należałoby się uczyć na czymś małym? No i szlifierki wtedy jeszcze nie miałam. Za to w domu miałam duży zapas papieru ściernego o różnych gradacjach kupionego ileś lat temu na "wszelki wypadek".
I właśnie w trakcie remontu mieszkania stał się ten "wypadek" w postaci olśnienia, że skoro i tak bałagan to zobaczę czy jeszcze jest coś wart ten papier.
I tak zakasałam rękawy i zawzięcie przez trzy dni intensywnie z uporem maniaka wyczyściłam z wosku największą komodę jaką miałam, po czym pomalowałam (już nie pamiętam jak nazywał się ten kolor, ale był to jakiś jasny beż) farbą Dulux. 
Że wcześniej nie ćwiczyłam na małych mebelkach efektów to z rozpaczą stwierdziłam, że mi się zupełnie nie podoba to co się na meblu pojawiło. Ale zapas papieru ściernego był przecież ciągle duży więc chwyciłam kolejny kawałek i kolejne trzy dni szlifowałam wzbijając dodatkowe tumany kurzu. Po oczyszczeniu postanowiłam wypróbować pastę wybielającą  firmy Starwax. Tym razem do malowania wzięłam pędzel zamiast wałka.
Efekt po raz kolejny nie wzbudził mojego zachwytu. Po raz kolejny poszedł w ruch papier ścierny, 
ale tym razem niezbyt intensywnie zdzierałam. Dodatkowy problemem był dla mnie piękny wzór tygrysiego dębu na drzwiach komody, którego nie chciałam zasłaniać, a wręcz przeciwnie bardziej wyeksponować.
I tak powstała mocno rozjaśniona rustykalna komoda art deco z barokowymi wygięciami.

Oto mój pierwszy mebel jeszcze przed zrobieniem również mocno oświetlona słońcem udaje jasny brąz.



Efekt zadowalał mnie tylko o tyle, że komoda mocno się rozjaśniła, ale myśl o czyszczeniu tego samego mebla po raz czwarty skutecznie zniechęciła mnie do dalszych eksperymentów.
Zabrałam się więc za kolejny duży mebel stojący w moim domu. Czarna komoda z marmurowym blatem była nieco mniejsza, ale za to dąb z którego jest zrobiona jest wyjątkowo twardy i trudny do ręcznego szlifowania. Ale nie dałam za wygraną - pokonałam upór i twardość materii! Fakt - jak już mebel był gotowy nie mogłam patrzeć na papier ścierny, drewniane kostki i żadne inne takietamy do ręcznego szlifowania. W każdym razie po oczyszczeniu wzięłam tą samą farbę Duluxa w kolorze jasny beż i pomalowałam wałeczkiem pierwszą warstwę. Poczekałam aż wyschnie i przeszlifowałam papierem. Drugą warstwę pomalowałam jaśniejszym kolorem, ale nie całkiem białym, po czym znowu przeszlifowałam papierem i zaczęłam wyciągać spod spodu wcześniejszą warstwę farby i drewno. Mebel sam podpowiadał gdzie chce być przetarty bardziej, a gdzie mniej. Elementy bardziej rzeźbione przetarłam dużo mocniej pozostawiając efekt rustykalny. 
Tym razem z efektu byłam bardzo zadowolona i tak "czarna" komoda stała się moim ulubionym meblem.

Czy Wam również podoba się efekt końcowy?


     


 

6 komentarzy:

  1. Bardzo mi ie podobaj przetarcia w miejscu dawnych styków politur.
    Ja najbardziej w moich przerabianych meblach nie lubię, kiedy białą farba żółknie mi tajemniczo od czegoś, czym kiedyś ktoś pokrył drewno. Ostatnio tak mam z rzeczonym stolikiem do maszyny...gdzie zdarłam farbę (bo ktoś to kiedyś malnął nieśmiertelnym ciemnym orzechem) do żywego drewna w miejscach ubytków w blacie i po pomalowaniu farbą wylazły żółte plamiska, przebiły się przez grunt i farbę...ktoś mi podsunął pomysł,że drewno najpierw malowano pokostem lnianym stąd problem...ale co pozwoli mu się przy kolejnej warstwie nie ujawnić to już nie wiedział...sugerował żywicę polimerową...
    Co mebel to inna niespodzianka :)
    Pozdrawiam serdecznie, fajnie,że tu trafiłam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm.... A ja do tej pory nie miałam takich problemów. Raz tylko jak kupiłam jakąś bejcę i pomalowałam tym drewno to wchodziła w reakcję z farbą i zrobiło mi się różowe. La dokładnie czyszczę meble ze starych powłok przed pomalowaniem. A jakich farb używasz do malowania?

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie zawsze czyszczę, jak wiem czym było pokryte. Starą walizkę tylko odtłuściłam (nieśmiertelny ciemny orzech, hehe) i pomalowałam białą emalią ftalową i nic się nie działo...sosnowa komoda bejcowana wcześniej na buk- pobielona-nic się nie działo, stary sekretarzyk jednak musiał mieć zdarte wszystkie warstwy...sama nie wiem czego, by go przemalować...teraz ze stolikiem walka...
    Ogólnie sosnowe meble po zdarciu lakieru, jeśli był bezbarwny, nigdy nie robiły mi problemów...najgorsze, jeśli nie wiadomo co tam wcześniej ktoś położył...
    Używam farb akrylowych, najczęściej beckelsa albo emalii ftalowej.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Moja przyjaciółka używa również farb akrylowych i emalii i również ma czasami tego typu problemy. Nie zdziera starych powłok tylko matowi i wychodzą niespodzianki. Ja zdzieram dość dokładnie i maluję zwykłymi farbami do ścian Śnieżka, Nobiles, Dulux i co tam jest w Castoramie i do tej pory nie miałam problemów. Beckersa nie używam bo się ciężko potem przeciera.

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetne są te Twoje meble i przetarcia. Unikatowo i oryginalnie to wygląda. Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje również skrupulatnie sobie pooglądałam i jestem zachwycona:-)

      Usuń