Obserwatorzy

poniedziałek, 13 lipca 2015

Bawełniane woreczki na LAWENDĘ z transferem

Lawendę przywiozłam w zeszłym roku z Prowansji i tak leżała sobie grzecznie w szufladzie i czekała aż uszyję dla niej woreczki. 
O Lawendzie w końcu zapomniałam, że jest i całe szczęście - w zeszłym roku nie umiałam jeszcze transferować:-)



Aż tu Agata z kreatywnegobazarka jako kwiatowe wyzwanie lipcowe ogłosiła LAWENDĘ!
Od razu przypomniałam sobie o mojej pachnącej Lawendą szufladzie i wyczarowałam dla niej specjalnie przyozdobione, z cieniutkiej, białej bawełny woreczki.





Do transferu druku użyłam oczywiście nitro, a nie olejku lawendowego - dlaczego? Ze względu na zapach - lawenda pachnie cudnie w kwiatach i w olejku nalanym do kominka. W swojej skondensowanej formie olejkowej można by rzec, że wręcz śmierdzi, a na dodatek ten smród długo się utrzymuje w pomieszczeniu. Nitro nie śmierdzi aż tak intensywnie i szybko się ulatnia.
Ale zapach nie jest jedynym powodem. Tak jak już wcześniej testowałam tutaj różne płyny do transferu na nitro transfer na tkaninie wychodzi najlepiej.



A tak wygląda każdy z nich po kolei










Ostatni rzut oka na wszystkie razem bo każdy z zapachowych woreczków znalazł już swoje miejsce.



sobota, 11 lipca 2015

Z Art-Piaskownicą ku niebu

Jeszcze przed wyjazdem znalazłam stronę Art-Piaskownicy i jej zabawę fotograficzną "Ku niebu". I mogę pokazać kolejne skarby jakie przywiozłam z Litwy.
Oto kilka ujęć jakie tam złapałam:






  
Niebo patrząc w dół










 Troczę nie na temat, ale ja byłam mocno zaskoczona jak one za mną łaziły bez strachu:-)


 

skarby natury - zioła

Z mojej podróży na Litwę przywiozłam trochę skarbów. 
Będę pokazywać w międzyczasie jak tylko po kolei zdołam ogarnąć.
Te naturalne ogarnęłam na pierwszy ogień.
Litwa jest przepięknym kawałkiem ziemi mało skażonym przez człowieka. Woda w rzekach czysta - można pływać bez żadnych obaw, powietrze czyste - tak się dotleniłam, że za każdym razem jak wracałam do domu walczyłam ze snem.
W tym czystym, nieskażonym powietrzu nazbierałam trochę ziół. 
A jak zioła to przechowywać w czymś je trzeba więc uszyłam specjalnie dla nich woreczki z surówki bawełnianej z moim nieodzownym transferem :-) Jak zrobić transfer na tkaninie pisałam już tutaj i tutaj i jeszcze w kilku miejscach.
A oto moje skarby wysuszone na lnianym płótnie ręcznie tkanym.




W nowych bawełnianych ubrankach
 






 I nasz największy skarb - Haniątko :-))


 Linka Podaję Gosi
http://malgosia-mojerekodzielo.blogspot.com/p/blog-page_8.html

 

czwartek, 9 lipca 2015

Zaległe zaległości i coś najpiękniejszego co może się człowiekowi przydażyć

Wiele tematów się nazbierało i zaległa "kupka" cały czas mi rośnie. Ale jak opowiem dlaczego to na pewno będę mogła liczyć na wyrozumiałość.
No ale od początku!
Już jakiś czas temu okazało się, że Polskie Handmade wyróżniło moją pracę i oto jakie cudeńka dostałam w nagrodę:)



  





Ojojoj! Czego tam tylko nie było!! I koraliki, i rzemyki, i koronki ostatnio tak przeze mnie upragnione, i sznurki, i mulina i córka do niektórych rzeczy się już przykolegowała, i najlepiej widać na zdjęciach jakie szczęście mnie spotkało - dziękuję Polskiemu Handmade, a szczególnie Katarzynie :-)

Na zabawę tematyczną u Gosi przygotowałam coś dziecięcego. Nie przygotowywałam tego w związku z tematem u Gosi, ale bardziej w związku z wydarzeniem jakie miało nastąpić w najbliższej przyszłości. Podkreślam - miało nastąpić!



 
Przygotowywałam te buciczki specjalnie na przyjście na świat mojej wnusi Hanusi.
W międzyczacie dodatkowo wypadł mi niespodziewany wyjazd do Wilna, więc zostawiłam specjalnie nieskończone buciczki żeby naszej Hanusi nie przyszło do głowy pospieszyć się na ten świat przedwcześnie. Dlatego też nie pokazałam tym razem nic w zabawie u Gosi.
Kiedy wyjechaliśmy z domu i odjechaliśmy wystarczająco daleko Hanusia nie zważając na specjalnie nieskończone buciczki stwierdziła, że nadszedł czas! 
Cała droga na gorącym telefonie.
Po 10 godzinach jazdy, jak już dojechaliśmy na miejsce, Hanusia wydała z siebie swój pierwszy krzyk :-) Ja zobaczyłam ją dopiero tydzień później (nie licząc zdjęć).







I z tego właśnie maleńkiego powodu zaległości będą jeszcze mi się zbierać, prace będą spowolnione, a pisanie zaniedbane:)

 Jak myślicie czy mogę czuć się usprawiedliwiona?